Czy handlowe niedziele mogą zmienić nasze dotychczasowe przyzwyczajenia?

W Polsce od 2018 roku obowiązuje zakaz w handlu w niedziele – z wyłączeniem tzw. niedziel handlowych. Od przyszłego zakaz ten może zostać zniesiony albo częściowo poluzowany. Co się zmieni, jeśli te zmiany zostaną wprowadzone w życie?

Zakaz handlu w niedziele

Zakaz handlu w niedziele, wprowadzony w 2018 roku, dotyczyć miał supermarketów, dyskontów i innych dużych sklepów. Wyjątkiem były te prowadzone osobiście przez ich właścicieli lub mówiąc precyzyjnie – te, w których właściciel osobiście stał za ladą sklepową. Dodatkowo – apteki i stacje benzynowe jako instytucje wyższej użyteczności publicznej zostały także spod tego zakazu wyjęte.

Przepisy te były jednak przez lata skutecznie omijane. Luki w prawie umożliwiały tworzenie w sklepach placówek pocztowych, bibliotek i czytelni, wypożyczalni książek czy sprzętu sportowego. Państwowa Inspekcja Pracy nie raz interweniowała w tej sprawie, jednak stanowiska sądów były, delikatnie mówiąc, zróżnicowane i z jednej strony wydawały wyroki na korzyść działania sklepu w niedzielę, z drugiej zaś – na korzyść pracowników. Konfrontowały się także różne stanowiska organizacji, zrzeszeń i stowarzyszeń pracodawców lub pracowników. Słowem – przez ostatnie pięć lat obowiązywania ustawy temat niedziel handlowych nie schodził z nagłówków prasowych.

W przyszłym roku prawdopodobnie zostaną przywrócone możliwości handlu w niedziele – z zastrzeżeniem, że pracownicy mieliby dostawać za swoją pracę wyższe wynagrodzenia. Argumentem na rzecz przywrócenia status quo sprzed 2018 roku był fakt, że dla małych sklepikarzy zarobek w niedziele był ważnym źródłem przychodów. Z kolei przedstawiciele pracowników, czyli związki zawodowe traktują to rozwiązanie nieufnie, a nawet wrogo, nie wierząc w lepsze warunki pracy i wyższe wynagrodzenia dla osób, którym przyjdzie w niedziele pracować. Z kolei przedstawiciele biznesu twierdzą, że najważniejsze będzie ustabilizowanie przepisów, wykluczenie prawnych luk i odpowiadanie na potrzeby współczesnego konsumenta. 

Handel w niedziele w Europie i UE

Tyle tytułem wstępu. Zanim rozważymy, czy i w jaki sposób konsumenci zareagują na zmiany w prawie, przypatrzmy się, jak wygląda sytuacja związana z handlem w niedziele w innych krajach w Europie i na świecie. Większość z 27 krajów Unii Europejskiej nie stosuje tego zakazu, decyzję zostawiając sklepikarzom, sieciom i samym konsumentom. W całej Europie zakaz nie jest popularny. Najbardziej restrykcyjne przepisy obowiązują w Niemczech oraz w Austrii. Mowa o tak zwanej „niedzielnej ciszy”, czyli Sonntagsruhe. Kilka razy w roku kraje te organizują jednak niedziele handlowe, jednak ostateczne decyzje należą do lokalnych władz w landach. Mogę „otworzyć” handel w niedziele na przykład z okazji świąt, targów czy innych lokalnych wydarzeń.

W Grecji otwarte w niedziele mogą być tylko sklepy w miejscowościach turystycznych, w Hiszpanii – decyzja zależy od lokalnych władz, a sklepy są otwarte w niedziele tylko w Madrycie, a poza nim w wybrane 10 dni w roku, o których samodzielnie decydują zrzeszenia kupieckie. We Francji sprawa handlu w niedziele jest wciąż tematem sporów, choć niedziela wolna od pracy obowiązuje na mocy prawa już od 1906 roku poza kilkoma wyjątkami. Pracownicy wielkich francuskich sieci handlowych, a także studenci pracujący tylko w weekendy i właściciele sklepów w miejscowościach turystycznych zdecydowanie chcą „uwolnienia niedziel” na rzecz pracy. Pracodawcy negocjują ze związkami zawodowymi warunki zatrudniania w niedziele oraz możliwości odmowy podjęcia tej pracy.

W Holandii handel w niedziele i święta jest regulowany przez przepisy lokalne. W Belgii mogą być otwarte tylko małe sklepy. W Norwegii dodatkowo – sklepy turystyczne. W Szwajcarii podobnie, z tym zastrzeżeniem, że małe sklepy i piekarnie mogą być otwarte tylko w godzinach porannych. W Wielkiej Brytanii duże sieci mogą być otwarte tylko przez kilka godzin. Szwecja nie ma zakazu – poza niedzielną sprzedażą alkoholi. Zakazów nie mają także: Portugalia, Włochy, Chorwacja, Bułgaria, Cypr, Czechy, Dania, Estonii, Finlandia, Irlandia, Litwa, Łotwa, Malta, Rumunia, Słowacja oraz Słowenia. Zakaz – po kilku latach obowiązywania – zniesiono już także na Węgrzech.

Większe konsekwencje

Zwolennicy ograniczenia handlu w niedziele podkreślają, że niedziela jest czasem dla rodziny i na odpoczynek. I nie dotyczy to tylko życia pracowników zatrudnianych przez sieci, ale także życia Polaków, którzy powinni zmienić, i od 2018 roku to się udawało, swoje zwyczaje i aktywności – i zamiast udać się na spacer do galerii handlowej, spędzali czas na rowerze czy na spacerze w lesie. Istotnym argumentem był także szereg spraw związanych z prawami pracowników: prawem do wypoczynku, do wyższej zapłaty, do nadgodzin.

Z kolei krytycy zakazu wnosili, że spowalnia on gospodarkę, wpływa na zmniejszenie liczby etatów, w tym ograniczenie możliwości pracy dla studentów, mogących pracować tylko w weekendy, a także, że ogranicza możliwości zakupowe osobom pracującym w tygodniu i – dodatkowo – że jest zbytnią ingerencją państwa w życie swoich obywateli.

Czas na zmiany

54 proc. Polaków opowiada się za przywróceniem handlu w niedziele, zaś 37 procent przeciwnie – podaje portal money.pl[1]. Ci, którzy przyzwyczaili się do wolnych niedziel, podkreślają, że odzyskali czas wolny (pracownicy), inaczej ten czas zaczęli spędzać, zaczęli być bardziej aktywni i mniej wydawać. Wielu z nas nauczyło się planować zakupy z wyprzedzeniem, a wybrane niedziele handlowe przed świętami i dniami wolnymi okazały się wystarczające. Ci, którzy wolą pójść na zakupy twierdzą, że nie mają na nie czasu w tygodniu, nie chcą ograniczeń lub są pracownikami, dla których takie niedziele mogą być szansą na zarobek.

Jak zmienią się zatem nasze dotychczasowe przyzwyczajenia, jeśli niedziele handlowe znów staną się naszą rzeczywistością? Sądzę, że w pierwszej fazie – ulegniemy szałowi zakupowemu i chęci konsumpcji, a sklepy i sieci będą notowały zdecydowane wzrosty sprzedaży. Oczywiście pod warunkiem, że do obsługi tych sklepów znajdą się pracownicy, których i tak już teraz bardzo brakuje w sektorze handlu. W kolejnej fazie ten ruch się z pewnością ustabilizuje.

Dzięki handlowym niedzielom „odkorkują” się inne dni tygodnia, na przykład soboty, w które zakupy są największe, dzięki czemu zwiększy się komfort zakupów. Zyska także gastronomia – w szczególności foodcourty w centrach handlowych.

Musimy jednak pamiętać także o „niewidocznych” konsekwencjach niedziel handlowych. Zatowarowanie się sklepów musi wiązać się z widokiem tirów na naszych ulicach i w miastach w niedziele. To po pierwsze. Po drugie – nieco straci na tym e-commerce. Niedzielne zakupy przed komputerem niektórym nieco rekompensowały brak zakupów stacjonarnych, a e-sklepy konsekwentnie notowały wzrosty.

W mojej opinii przepisy powinny zostać uregulowane, być czytelne i – co kluczowe – stosowane. Jeśli niedziele handlowe staną się naszą codziennością, z pewnością zyska na tym w dalszej perspektywie gospodarka oraz sektor handlu.

[1] https://www.money.pl/gospodarka/nawet-wyborcy-pis-u-nie-chca-zakazu-handlu-w-niedziele-jednak-pod-jednym-warunkiem-6946107999468384a.html

Jadwiga Żurek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *